11 kwietnia 2026 roku na litewskim portalu https://krikscioniuprofsajunga.lt/ należącym do “Lietuvos krikščionių darbuotojų profesinė sąjunga”(Litewski Związek Zawodowy Pracowników Chrześcijańskich) opublikowano wywiad, który przeprowadził redaktor Bryan Gonsalves.
Cały wywiad w języku litewskim znajduje się tutaj:
https://www.bernardinai.lt/krikscionys-isstumiami-i-gynybine-pozicija-kelno-incidentas-auganti-religine-diskriminacija-lenkijoje-ir-nerima-kelianti-statistika/

Adam Surmacz – koordynator programu „W Obronie Chrześcijan” w Instytucie Ordo Iuris
oraz prezes stowarzyszenia Fidei Defensor.
„Chrześcijanie zepchnięci do defensywy”: incydent w Kielnie, rosnąca dyskryminacja religijna w Polsce i niepokojące statystyki
W grudniu 2025 roku w jednej ze szkół podstawowych w polskim mieście Kielno doszło do incydentu, kiedy to nauczycielka weszła na ławkę, zdjęła ze ściany krzyż zawieszony przez uczniów i, rzucając arogancką uwagą, wyrzuciła go do kosza na śmieci. Nie był to pierwszy taki przypadek – według rodziców, od września krzyż był usuwany z klasy co najmniej trzykrotnie, jednak uczniowie zawieszali go z powrotem. Niektórzy z tych uczniów mieli nie więcej niż 13 lat.
Następstwa tego wydarzenia ujawniły głębszy konflikt. Dyrekcja szkoły potrzebowała kilku tygodni na zawieszenie nauczycielki w obowiązkach. Kiedy prokuratura wszczęła śledztwo, policja próbowała przesłuchać uczniów, którzy byli świadkami zdarzenia, bez uprzedniej zgody ich rodziców. To działanie skłoniło do interwencji organizację prawniczą Ordo Iuris, która reprezentowała pięć rodzin. Incydent podzielił lokalną społeczność – jedni popierali rodziny, inni nawoływali do zatuszowania okoliczności sprawy.
Wkrótce historia ta zyskała rozgłos w całym kraju. W odpowiedzi na zaistniałą sytuację Ordo Iuris, Centrum Życia i Rodziny oraz stowarzyszenie Fidei Defensor zainicjowały kampanię „Nie zdejmę krzyża”, ostrzegając, że polscy chrześcijanie spotykają się z rosnącą wrogością, charakteryzującą się różnymi ograniczeniami w edukacji religijnej oraz retoryką polityczną normalizującą nastroje antyreligijne.
Aby lepiej zrozumieć, co wydarzenia w polskim Kielnie mówią o stanie wolności religijnej w tym kraju, przedstawiciel Litewskiego Związku Pracowników Chrześcijańskich skontaktował się z Adamem Surmaczem – prezesem stowarzyszenia Fidei Defensor, jednym z organizatorów kampanii „Nie zdejmę krzyża” i aktywnym obserwatorem incydentów antychrześcijańskich w kraju.
Czy przypadek w Kielnie jest przejawem szerszej tendencji związanej z rosnącą dyskryminacją religijną w Polsce, czy raczej odosobnionym incydentem, wyjątkiem?
Bez wątpienia wydarzenie w Kielnie nie jest odosobnionym incydentem, lecz wyraźnym przykładem szerszego i, niestety, nasilającego się zjawiska dyskryminacji religijnej w Polsce. Prawnicy i eksperci Instytutu Ordo Iuris oraz stowarzyszenia Fidei Defensor stale monitorują naruszenia wolności sumienia i wyznania. Najnowsze dane pokazują, że w 2025 roku, w porównaniu z rokiem 2024, nastąpił zauważalny wzrost liczby ataków antychrześcijańskich.
Tendencja ta budzi nasz ogromny niepokój, zwłaszcza w kontekście ostatnich zmian społecznych. Mieliśmy powody przypuszczać, że po burzliwym okresie tzw. czarnych protestów fala agresji opadnie, a liczba ataków na tle religijnym znacznie spadnie – a przynajmniej nie wzrośnie.
Aby dobrze zrozumieć sytuację, warto przypomnieć, z czym wiązały się wspomniane protesty. Czarne protesty, znane również jako Strajk Kobiet, były masowymi demonstracjami poparcia dla aborcji, które przetoczyły się przez całą Polskę, a zorganizowane zostały przez lewicowe ruchy feministyczne.
Największy wybuch agresji miał miejsce jesienią 2020 roku, po wydaniu przez Trybunał Konstytucyjny orzeczenia, które wzmocniło prawną ochronę życia dzieci nienarodzonych, u których podejrzewa się o ciężkie choroby lub wady letalne. W tym czasie na ulicach polskich miast staliśmy się świadkami niespotykanych dotąd, zorganizowanych ataków na miejsca kultu religijnego. Protesty te charakteryzowały się nie tylko bezprecedensowym poziomem wulgarności, ale także fizycznym wandalizmem: zakłócano i przerywano Msze Święte, profanowano miejsca święte, niszczono fasady kościołów i pomniki, w tym pomnik papieża św. Jana Pawła II.
To właśnie w tym okresie w przestrzeni publicznej całkowicie przełamano kulturowe tabu związane z szacunkiem dla sacrum i wolności religijnej. Obecna fala incydentów w 2026 roku dowodzi, że tamta nienawiść, która wylała się na ulice kilka lat temu, nie zniknęła; ewoluowała i zaczęła przenikać do struktur państwowych i samorządowych. Agresja przeniosła się z ulic do instytucji publicznych, w tym – co budzi największy niepokój – do szkół i na uniwersytety.
Przypadek nauczycielki z Kielna, która z pogardą wyrzuciła do kosza na śmieci krzyż zawieszony przez trzynastoletnich uczniów, jest tego jaskrawym przykładem. Pokazuje to, że retoryka polityczna i medialna, normalizująca wrogość wobec chrześcijan, przynosi swoje owoce. Dziś dyskryminacja często objawia się nie w działaniach ulicznych chuliganów, ale biurokratów – urzędnika, dyrektora muzeum czy nauczyciela, którzy czują, że mogą naruszać konstytucyjne prawa wierzących.
Dlatego jako społeczeństwo znajdujemy się na rozdrożu – musimy stanowczo reagować na takie incydenty, aby chrześcijanie nie zostali całkowicie wypchnięci z przestrzeni publicznej.
Lokalna społeczność była wyraźnie podzielona z powodu tego incydentu. Czy było to dla Pana zaskoczeniem? Co ten podział mówi o obecnym stanowisku polskiego społeczeństwa w kwestiach związanych z religią w życiu publicznym?
Z perspektywy osoby, która na co dzień obserwuje stan wolności religijnej w Polsce, ten podział społeczny nie był dla mnie żadnym zaskoczeniem. Ujawnia on wyraźną dynamikę społeczną, z którą mamy do czynienia od kilku lat.
W przypadkach skrajnych, takich jak fizyczne napaści na duchownych czy jawny wandalizm i profanacja obiektów sakralnych, polskie społeczeństwo wciąż w dużej mierze potrafi mówić jednym głosem. Takie akty przemocy są powszechnie potępiane, ponieważ przekraczają granice, które dla większości obywateli są oczywiste.
Głębokie podziały pojawiają się wtedy, gdy naruszane są kwestie instytucjonalne i symboliczne, zwłaszcza w przestrzeniach publicznych nadzorowanych przez państwo lub samorządy, takich jak szkoły. Napięcia społeczne w takich sytuacjach gwałtownie rosną. Jest to bezpośrednio związane z faktem, że środowiska lewicowe i ateistyczne stosują sprytną strategię: próbują mocno bagatelizować znaczenie antychrześcijańskich i dyskryminacyjnych ataków, zagłuszając je chwytliwymi (choć w tym kontekście manipulacyjnymi) hasłami o światopoglądowej neutralności państwa czy wolności słowa.
Przypadek z Kielna jest w rzeczywistości bezprecedensowy. W normalnych okolicznościach dorosła nauczycielka, która wyrzuca do kosza na śmieci symbol religijny zawieszony przez trzynastoletnie dzieci, natychmiast poniosłaby konsekwencje dyscyplinarne. Zamiast tego obserwujemy, jak liberalne i lewicowe media wspólnymi siłami próbują narzucić opinii publicznej fałszywą interpretację tego wydarzenia. Zamiast potępić skandaliczne zachowanie nauczycielki, próbują przedstawić ją jako ofiarę, jednocześnie bagatelizując traumę, jakiej doświadczyły dzieci, oraz prawa rodziców.
Wszystko to mówi wiele o obecnym stanie polskiego społeczeństwa – a raczej o presji, jakiej jest ono poddawane. Pokazuje, że fundamentalne prawo do publicznego wyrażania swojej wiary nie jest już postrzegane jako oczywiste prawo człowieka; stało się przedmiotem ostrego konfliktu politycznego i kulturowego, w którym chrześcijanie są coraz bardziej spychani do defensywy.
Gdzie powinniśmy wyznaczyć granicę między wrogością wobec określonego symbolu a wrogością wobec ludzi, z którymi ten symbol jest związany? Czy w ogóle da się taką granicę wytyczyć?
Wyznaczenie takiej granicy jest niezwykle trudne, a często po prostu niemożliwe. Musimy pamiętać, że dla chrześcijan krzyż nie jest tylko symbolem graficznym, dekoracją czy historycznym artefaktem; jest to fundamentalny element naszej tożsamości i symbol naszych najwyższych wartości. Dlatego wrogość skierowana na symbolikę religijną – szczególnie w przestrzeni publicznej – jest niemal zawsze formą bezpośredniej agresji wobec ludzi, dla których ta symbolika jest niezwykle ważna.
Kiedy dorosły pedagog z pogardą wyrzuca krzyż do kosza na śmieci, uderza to bezpośrednio w uczucia, godność i konstytucyjne prawo uczniów oraz ich rodzin do praktykowania swojej wiary. To nie jest tylko atak na przedmiot; to potężny cios wymierzony w konkretnych wierzących.
Aby jednak w pełni zrozumieć to zjawisko, nie możemy opierać się wyłącznie na szumie medialnym – musimy wziąć pod uwagę również obiektywne dane. Szczególnie pouczające jest badanie przeprowadzone w 2021 roku przez Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) na temat stosunku do roli religii i Kościoła w przestrzeni publicznej. Badanie to wyraźnie pokazuje, że aż 87 procent respondentów nie sprzeciwia się obecności krzyży w urzędach i innych przestrzeniach publicznych. Jest to zdecydowana większość populacji.
Ten ogromny dysonans między rzeczywistymi przekonaniami polskich obywateli a tym, co jest nam narzucane w przestrzeni publicznej, ujawnia utrwalanie się niebezpiecznego mechanizmu. Mamy do czynienia z sytuacją, w której radykalna, lecz niezwykle głośna mniejszość, aktywnie wspierana przez lewicowe i liberalne media, próbuje sztucznie, a czasem wręcz brutalnie, stworzyć wrażenie, że reprezentuje głos większości. Poprzez media próbuje się narzucić całemu społeczeństwu skrajnie świeckie podejście do symboli w przestrzeni publicznej.
Przypadki takie jak ten w Kielnie są wykorzystywane do terroryzowania milczącej większości i wywoływania efektu mrożącego – aby sami chrześcijanie, z obawy przed prześladowaniami, powstrzymywali się od publicznego wyrażania swojej wiary, czyli stosowali autocenzurę.
Czy sytuacja chrześcijan w Polsce uległa drastycznej zmianie od czasu, gdy obecny rząd rozpoczął swoją kadencję?
Niestety, tak. Od czasu zmiany rządu w grudniu 2023 roku zauważyliśmy wyraźną, systemową zmianę w polityce państwa, która drastycznie pogorszyła sytuację chrześcijan i organizacji broniących ich praw w Polsce. Nie mówimy tu o odosobnionych przypadkach, ale o skoordynowanych działaniach uzgodnionych między kilkoma ministerstwami.
Szczególne zaniepokojenie budzi zjawisko, które można by nazwać instytucjonalnym ostracyzmem. Zamiast nawiązywać dialog, nowy rząd przystąpił do stygmatyzacji. Jaskrawym tego przykładem są decyzje różnych ministerstw, w tym ówczesnego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, na czele którego stał Bartłomiej Sienkiewicz, oraz Ministerstwa Sprawiedliwości kierowanego przez Adama Bodnara. Rozpoczęto masowe audyty i wstrzymano finansowanie, de facto tworząc czarne listy podmiotów prawnych, które nowy rząd uważa za ideologicznie niepożądane. Na celownik wzięto główne organizacje konserwatywne i katolickie, w tym Instytut Ordo Iuris i stowarzyszenie Fidei Defensor. Fakt, że najwyżsi urzędnicy państwowi otwarcie wskazują konserwatywne organizacje, które należy usunąć z przestrzeni publicznej, tworzy niebezpieczny precedens, przypominający historyczny okres w Polsce, o którym chcielibyśmy zapomnieć.
Kolejnym niezwykle ważnym frontem w tej walce jest system edukacji. Minister Edukacji Narodowej Barbara Nowacka podjęła działania, które bezpośrednio osłabiają rolę religii w szkołach. Zmiany te obejmują zmniejszenie liczby lekcji religii z dwóch do jednej tygodniowo oraz organizacyjne przesunięcie tych zajęć na sam początek lub koniec dnia lekcyjnego. Ma to oczywisty cel: zniechęcić uczniów do udziału w nich i wywołać problemy logistyczne dla osób prowadzących katechezę.
Jednocześnie Ministerstwo Edukacji przeforsowało wprowadzenie przedmiotu o nazwie edukacja zdrowotna. Pod pretekstem ochrony zdrowia jego program nauczania obejmuje treści związane z liberalną edukacją seksualną i ideologią gender. Spotkało się to z ogromnym i w pełni uzasadnionym sprzeciwem społecznym. Rodzice solidarnie powołują się na Konstytucję RP, która wprost gwarantuje prawo do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami religijnymi i moralnymi, i nie posyłają swoich dzieci na te lekcje.
Sytuację tę dodatkowo komplikują plany Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczące nowelizacji art. 196 Kodeksu karnego, który zapewnia ochronę przed obrazą uczuć religijnych. Celem jest zniesienie kary pozbawienia wolności za to przestępstwo. W czasie, gdy mnożą się przypadki profanacji miejsc świętych i wandalizmu, zmniejszenie ochrony prawnokarnej wysyła sygnał o bezkarności sprawcom i pozwala im czuć się jeszcze pewniej.
Wszystkie te działania rządu Donalda Tuska – w sferze edukacyjnej, finansowej i legislacyjnej – tworzą spójną całość. Świadczą one o polityce mającej na celu wypchnięcie religii, symboli chrześcijańskich, a tym samym samych wierzących, z przestrzeni publicznej. Biorąc pod uwagę, że zdecydowana większość Polaków to wciąż katolicy, jest to atak na fundamentalne prawa ogromnej części naszego społeczeństwa.
Czy uważa Pan, że Polska idzie tą samą drogą sekularyzacji, co Europa Zachodnia?
Trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Model zmian społecznych w Polsce różni się od tego w Europie Zachodniej. Z jednej strony zauważalny jest stały spadek praktyk religijnych, szczególnie wśród osób młodszych. Z drugiej strony ogromna większość dorosłych Polaków nadal deklaruje przynależność do Kościoła katolickiego, co dowodzi, że chrześcijaństwo wciąż pozostaje fundamentem naszej tożsamości kulturowej.
Jak już wspomniałem, dzisiejszy proces sekularyzacji w Polsce nie jest wyłącznie zjawiskiem naturalnym – jest on sztucznie i agresywnie napędzany przez same instytucje państwowe. Działania rządu Donalda Tuska są celową próbą popchnięcia społeczeństwa w stronę radykalnej laicyzacji. Polska nie podąża zatem biernie za przykładem Zachodu, lecz znajduje się w centrum instytucjonalnej batalii o to, czy kraj ten zachowa swój historycznie ukształtowany, chrześcijański charakter.
Czy środki prawne są wystarczające do zagwarantowania wolności religijnej, czy też prawo jest raczej skłonne podążać za kulturą, a nie ją kształtować? Czy uważa Pan, że same środki prawne mogą zapobiec dyskryminacji religijnej w Polsce, a może w tej dziedzinie potrzebne są poważniejsze zmiany?
Skuteczne środki prawne bez wątpienia chronią wolność religijną, ale same przepisy nie zapobiegają dyskryminacji. Prawo to jedno, ale aby zapewnić jego przestrzeganie, potrzebna jest również dobra wola organów ścigania, a w tym obszarze sytuacja w Polsce ulega pogorszeniu.
Właśnie dlatego same regulacje prawne nie wystarczą – potrzebne są głębsze zmiany i wdrożenie odpowiednich środków ochrony na szczeblu rządowym, szczególnie w obszarze edukacji i kultury. Niestety, obecny rząd Donalda Tuska zmierza w zupełnie innym kierunku. Proszę zauważyć, że dziś jedynie organizacje pozarządowe, takie jak Instytut Ordo Iuris czy stowarzyszenie Fidei Defensor, bez żadnego wsparcia państwa wnikliwie monitorują przypadki dyskryminacji chrześcijan.
Konsekwencje tego zjawiska wyraźnie odzwierciedlają się w statystykach. Zgodnie z oficjalnymi danymi policji przedstawionymi w raporcie OBWE (ODIHR) za 2024 rok, w Polsce odnotowano jedynie sześć przestępstw z nienawiści wobec chrześcijan. Tymczasem dane zebrane przez organizacje pozarządowe (w tym raport Ordo Iuris dla OBWE) wskazują, że w tym samym roku popełniono aż 79 takich przestępstw.
Agresja wobec wierzących, niszczenie kościołów, profanacja symboli religijnych czy zakłócanie obrzędów religijnych są przez organy ścigania po prostu kwalifikowane jako zwykły wandalizm lub chuligaństwo, bez uznania motywu antychrześcijańskiej nienawiści.
Ta ogromna rozbieżność nie jest przypadkowa. Obecne władze ukrywają prawdziwą skalę nienawiści do chrześcijan w Polsce. Agresja wobec wierzących, niszczenie kościołów, profanacja symboli religijnych czy zakłócanie obrzędów religijnych są przez organy ścigania po prostu kwalifikowane jako zwykły wandalizm lub chuligaństwo, bez uznania motywu antychrześcijańskiej nienawiści. To celowe przemilczanie danych statystycznych służy jedynie utrzymaniu wygodnej narracji o braku przestępstw na tle religijnym, odbywa się to jednak kosztem bezpieczeństwa wierzących i ich miejsc kultu.
W Pana szczerej ocenie, w jakim kierunku zmierza życie religijne w Polsce? Czy przyszłe pokolenia będą mniej, czy bardziej religijne?
Wiele wskazuje na to, że w sensie czysto ilościowym liczba osób uważających się za chrześcijan w Polsce ulegnie zmniejszeniu. Jednak sam charakter tej religijności ulegnie radykalnej zmianie.
Dla przyszłych pokoleń wiara nie będzie już tylko kwestią tradycji czy wpływu otaczającej kultury, jak to miało miejsce przez całe dziesięciolecia. Stanie się w pełni świadomym wyborem. A biorąc pod uwagę obecną presję sekularyzacyjną – wyborem wymagającym sporej odwagi. Dlatego, choć wspólnota wierzących będzie mniejsza, opierać się będzie na szczerym, osobistym pragnieniu nawiązania relacji z Bogiem. Mamy do czynienia z przejściem od religijności masowej do wiary znacznie głębszej, bardziej autentycznej i silniejszej.
Jeśli tendencja do ograniczania publicznego wyrażania religijności i normalizacji wrogości wobec symboli chrześcijańskich będzie się utrzymywać, co straci Europa? Czego potrzeba, aby tę tendencję odwrócić?
Jeśli Europa nadal będzie podążać tą drogą i w tak szybkim tempie dystansować się od wiary chrześcijańskiej oraz jej symboliki, zasadniczo odetnie się od własnych korzeni – od swojej historii, kultury i tożsamości. Sfera publiczna i społeczna nie znoszą próżni. Wypchnięcie chrześcijaństwa oznacza szybki dryf Europy w stronę radykalnego multikulturalizmu i rosnących wpływów islamu. W pełni podzielam w tej kwestii opinię Oriany Fallaci; słusznie oceniła ona, że wyrzeczenie się własnego dziedzictwa i uleganie presji bardzo szybko prowadzi do upadku fundamentalnych wartości.
Czego zatem potrzeba, aby powstrzymać tę szkodliwą tendencję? Paradoksalnie, ratowanie Europy nie wymaga natychmiastowego dążenia do powszechnej i głębokiej religijności. Wszak głębia osobistej wiary jest darem od Boga, aktem woli i serca. Nie ulega jednak wątpliwości, że dziś, jako obywatele, potrzebujemy naturalnej dumy z naszego chrześcijańskiego i konserwatywnego dziedzictwa.
Musimy zacząć stanowczo szanować i bronić naszych wartości, nawet jeśli sami nie jesteśmy głęboko wierzący. Ten system wartości, oparty na prawie naturalnym i nauczaniu chrześcijańskim, jest dziś jedyną realną tarczą chroniącą przed agresywnymi ideologiami zagrażającymi porządkowi społecznemu. Odzyskanie tej dumy i determinacji do obrony krzyża – tak, jak zrobili to uczniowie w Kielnie – jest jedynym sposobem na ocalenie Europy przed duchową i kulturową zagładą.

