W piątek 18 września Sąd Apelacyjny w Gdańsku wydał prawomocny wyrok w procesie, który trzy siostry ks. Henryka Jankowskiego wytoczyły „Gazecie Wyborczej” i spółce Agora. Jak stwierdził sam sąd, postępowanie apelacyjne siostry wygrały „w zdecydowanej części”. Wydawca ma opublikować przeprosiny, usunąć część fragmentów reportażu z 2018 roku i wypłacić po 1900 zł każdej z sióstr. Pełnomocnik Agory już zapowiedział skargę kasacyjną.
Siedem lat od reportażu, który wstrząsnął Gdańskiem
Punktem wyjścia był tekst Bożeny Aksamit „Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?”, opublikowany pod koniec 2018 roku w „Dużym Formacie”. Kapelanowi „Solidarności”, zmarłemu w 2010 roku, zarzucono w nim przemoc seksualną wobec nieletnich. Osobny wątek dotyczył 16-letniej Ewy, która miała zajść z księdzem w ciążę i popełnić samobójstwo.
Skutki były natychmiastowe. W nocy z 20 na 21 lutego 2019 roku trzech mężczyzn przewróciło pomnik ks. Jankowskiego w Gdańsku — sąd później ich uniewinnił. W marcu 2019 roku Rada Miasta Gdańska odebrała księdzu tytuł honorowego obywatela, zdecydowała o zmianie nazwy skweru i o demontażu pomnika.
Siostry księdza wystąpiły o ochronę dóbr osobistych — konkretnie prawa do dobrej pamięci o zmarłym bracie.
Co orzekł sąd
Skład pod przewodnictwem sędzi Teresy Karczyńskiej-Szumilas utrzymał rozstrzygnięcie Sądu Okręgowego w Gdańsku, nakazujące przeprosiny za fragment dotyczący śmierci 16-letniej Ewy, i poszedł dalej — nakazał usunięcie części publikacji.
W uzasadnieniu sąd zakwestionował staranność dziennikarską autorki oraz jej przełożonych w redakcji i wydawnictwie. Zarzut jest konkretny: tekst opierał się w istocie na relacji jednej osoby, a strona pozwana nie przedstawiła poza tą rozmową innych wiarygodnych dowodów. W wątku Ewy sąd prowadził własne ustalenia i stwierdził, że „archiwa sądowe, jak i milicyjne w latach 1967–70 nie zanotowały takiego zdarzenia”.
Przeprosiny mają być opublikowane na koszt pozwanych, czarną czcionką w czarnej ramce, bez prawa komentarza, w pięciu kolejnych wydaniach — a w wersji internetowej w formie otwierającej się automatycznie każdemu użytkownikowi. Do tego koszty sądowe i po 1900 zł dla każdej z trzech sióstr.
Najbardziej sporna część orzeczenia
Wyrok nie ogranicza się do wątku Ewy i trzeba to powiedzieć wprost, bo w wielu relacjach tego brakuje.
Sąd nakazał również usunięcie z tekstu wypowiedzi Barbary Borowieckiej dotyczących jej własnych doświadczeń — tego, że jako dziecko miała być wykorzystywana przez duchownego — oraz jej słów o lęku, jaki ksiądz budził wśród dzieci na jej podwórku pół wieku temu.
Pełnomocnik wydawcy, radca prawny Tomasz Ejtminowicz, uznał to za szczególnie niezrozumiałe, twierdząc, że sąd pominął zeznania, które Borowiecka złożyła przed sądem pierwszej instancji. Zapowiedział skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Kasacja nie uchyla prawomocności wyroku — orzeczenie obowiązuje.
Czego ten wyrok nie rozstrzyga
To był proces cywilny o ochronę dóbr osobistych, a nie proces karny. Wobec osoby zmarłej postępowania karnego prowadzić nie można. Sąd oceniał rzetelność konkretnej publikacji i prawdziwość konkretnych twierdzeń.
Niezależnie od tego procesu toczyły się bowiem postępowania kościelne. W lutym 2019 roku oświadczenie Barbary Borowieckiej wpłynęło do Kurii Metropolitalnej Gdańskiej, która potraktowała je jako doniesienie o wykorzystaniu seksualnym, a archidiecezja powołała komisję do badania zarzutów.
Tutaj takiego dowodu zabrakło. Sąd stwierdził, że reportaż powstał bez zachowania należytej staranności, a jego autorka oparła się w istocie na relacji jednej osoby. Sąd zrobił zresztą to, czego nie zrobiła redakcja: sam sięgnął do archiwów sądowych i milicyjnych z lat 1967–70. Opisanego w tekście zdarzenia tam nie było.
Zanim to sprawdzono, było już po wszystkim. Pomnik leżał na bruku, tytuł honorowego obywatela Gdańska odebrany, nazwa skweru zmieniona. Jeden tekst wystarczył, żeby rozebrać pamięć o człowieku, który nie mógł się bronić, bo od ośmiu lat nie żył.
Dla nas to potwierdzenie tego, o czym mówimy od lat: dobre imię duchownego bywa w polskich mediach traktowane jako materiał, którego nie trzeba sprawdzać równie skrupulatnie jak każdy inny. Trzem siostrom udowodnienie, że tak być nie powinno, zajęło siedem lat. Wyrok jest prawomocny — i tego już nikt nie cofnie jednym artykułem.
Źródło zdjęcia: Fot. Antoni Buczek, Wikimedia Commons, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Strajk_sierpniowy_w_Stoczni_Gda%C5%84skiej_im._Lenina_33.jpg, CC BY-SA 3.0 PL, https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/
