W gminie Ostrowite w Wielkopolskiem po skardze jednego z mieszkańców wyłączono kościelne dzwony i nagłośnienie podczas niedzielnych Mszy Świętych. Trwało to dwa dni. W poniedziałek 7 września wieczorem wójt Mateusz Wojciechowski polecił włączyć sygnały z powrotem i publicznie oświadczył, że żadnej decyzji zakazującej ich używania nie wyda. Poszedł jednak dalej niż lokalna interwencja — postawił postulat, który dotyczy parafii w całej Polsce.
„Nie dajmy się zwariować”
Sprawa zaczęła się od zgłoszenia mieszkańca, który zwrócił się do dzielnicowego w kwestii dźwięków dobiegających od kościoła. Skutek był natychmiastowy: przez dwa dni w Ostrowitem nie biły dzwony, a podczas niedzielnych Mszy wyłączono zewnętrzne głośniki. Mieszkańcy nie wiedzieli dlaczego.
Wójt nie schował się za procedurą. We wpisie na Facebooku napisał, że po rozmowie z kościelnym polecił włączyć dzwony i głośniki z powrotem, i skwitował całą sytuację słowami „Nie dajmy się zwariować”. Przypomniał też rzecz elementarną, o której w tego typu sporach zwykle się zapomina: cisza nocna obowiązuje między godziną 22 a 6, a dzwony i nagłośnienie pracują w godzinach dopuszczalnych prawem i mają określony poziom decybeli.
To warto docenić niezależnie od poglądów. Samorządowiec, na którego biurko trafia taka sprawa, ma do wyboru dwie drogi. Może przeczekać, pozwolić, żeby parafia „na wszelki wypadek” wyciszyła się sama, i nie narazić się nikomu. Albo może powiedzieć głośno, co myśli, i wziąć na siebie odpowiedzialność za decyzję. Wójt Ostrowitego wybrał drugą drogę w ciągu czterdziestu ośmiu godzin.

Dzwon nie jest hałasem przemysłowym
Najważniejsze w stanowisku wójta nie jest jednak tempo, lecz argument. Wojciechowski nazwał bicie w dzwony praktykowaniem kultu religijnego i częścią dziedzictwa kulturowego, która jako taka powinna być chroniona. Dodał, że te same dzwony będą kiedyś biły mieszkańcom na ostatnim pożegnaniu.
To nie retoryka. To dokładnie ten punkt, o który toczy się dziś spór prawny w całej Polsce — czy dźwięk dzwonu jest znakiem liturgicznym, czy emisją przemysłową.
Dlaczego to jeszcze nie koniec sprawy
Trzeba tu jednak powiedzieć rzecz, której w emocjach zwykle się nie mówi, a która jest istotna praktycznie.
Deklaracja wójta ma wagę polityczną i moralną, ale nie zamyka drogi administracyjnej. Decyzję o dopuszczalnym poziomie hałasu wydaje się na podstawie art. 115a ustawy — Prawo ochrony środowiska, a organem właściwym jest starosta, w miastach na prawach powiatu prezydent miasta. Nie wójt. Postępowanie wszczyna się z urzędu, po stwierdzeniu przekroczenia norm w pomiarach, a wniosek o zbadanie może — jak w Bydgoszczy — wpłynąć za pośrednictwem Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Jeżeli pomiary przekroczenia nie wykażą, organ odstępuje od wszczęcia postępowania.
Innymi słowy: życzliwy wójt jest realnym wsparciem, ale nie jest tarczą prawną. Dlatego postulat zmiany ustawy, który postawił Mateusz Wojciechowski, jest ważniejszy niż sama interwencja w Ostrowitem. Dopóki dzwon jest w przepisach urządzeniem emitującym dźwięk, każda parafia w kraju może dostać takie pismo — i wtedy decydować będą decybele, nie zdrowy rozsądek.
Nasza odpowiedź
Parafiom, które otrzymały z wydziału ochrony środowiska pismo dotyczące emisji dźwięku dzwonów, przypominamy: takie pismo samo w sobie nie jest jeszcze decyzją, zwykle wyznacza termin na odpowiedź, a rozstrzygające są pomiary. Warto na tym etapie skorzystać z pomocy prawnej, zamiast wyciszać dzwony „na wszelki wypadek”.
Stowarzyszenie Fidei Defensor udziela takiej pomocy bezpłatnie w ramach programu „W Obronie Chrześcijan”. Zachęcamy też do zgłaszania nam podobnych spraw na adres biuro@fideidefensor.pl — im pełniejszą mamy dokumentację, tym mocniejszy jest postulat zmiany przepisów, o który upomniał się wójt gminy Ostrowite.
Źródło zdjęć: Facebook Mateusz Wojciechowski
