Dwa miesiące po złożeniu petycji w sprawie postawy radnej Moniki Kirschenstein Komisja Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miejskiej w Stargardzie zajęła wreszcie stanowisko. 25 sierpnia, na sesji Rady Miejskiej, jej przewodnicząca oznajmiła zgromadzonym radnym, że wobec radnego nie istnieje żaden mechanizm odpowiedzialności poza wyborami – a zatem, jak stwierdziła, taka petycja w ogóle nie powinna była trafić pod obrady. Nie wspomniała przy tym o jednym: w składzie komisji, która wypracowała to stanowisko, zasiada sama zainteresowana.
Przypomnijmy, o co chodzi
Sprawa sięga Wielkiego Piątku, gdy przed jednym z warszawskich kościołów zapalił się przykościelny “papieski” krzyż. Zdjęcia płonącej konstrukcji obiegły internet, a pod jednym z nich swój komentarz zamieściła radna Rady Miejskiej w Stargardzie Monika Kirschenstein: „piękny widok”. Wpis wywołał falę oburzenia w całej Polsce, doprowadził do zawiadomienia prokuratury, a do prezydenta miasta i Rady Miejskiej trafiła petycja mieszkańców, którzy domagali się m.in. jednoznacznego potępienia postawy radnej przez Radę Miejską, publicznego odcięcia się władz miasta od jej słów, wyciągnięcia konsekwencji przez Komisję Skarg, Wniosków i Petycji oraz publicznego wezwania jej do złożenia mandatu. Szerzej pisaliśmy o tym w tekstach „Stargard w obronie Krzyża” oraz „To nie może zostać bez reakcji”.
„W ogóle nie powinniśmy się tym zajmować”
Na stanowisko komisji mieszkańcy czekali od czerwca. Gdy wreszcie padło, było jednoznaczne – choć zupełnie inne, niż się spodziewali. Przewodnicząca komisji przedstawiła je radnym w następujących słowach:
„Statut miasta Stargardu, nie przewidują żadnej możliwości formalnego upominania radnego za niewłaściwe zachowanie, zestawiania oceny względem zachowania radnego, czy też złożenia mandatu radnego. Mandat radnego jest klasyfikowany jako mandat wolny, co oznacza, że radny ponosi przed wyborcami jedynie odpowiedzialność polityczną, która ograniczona jest wyłącznie do weryfikacji radnego przez jego wyborców. Mogą to wyborcy uwzględnić przy wyborach do następnej kadencji. Mieszkańcy gminy nie mają więc możliwości odwołania poszczególnych radnych w trakcie kadencji. Radny nie jest wiązany instrukcjami wyborców.”
— Przewodnicząca Komisji Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miejskiej w Stargardzie, sesja Rady Miejskiej, 25 sierpnia 2026 r.
Innymi słowy: nic się nie stanie, bo w ocenie przewodniczącej nic się stać nie może. Zamiast odnieść się choćby jednym zdaniem do treści zarzutów wobec radnej, komisja ograniczyła się do przypomnienia, że formalnie nie dysponuje narzędziami dyscyplinarnymi. Znamienne jest przy tym samo wahanie w wypowiedzi – „w ogóle nie powinniśmy, nie powinna, taka petycja nie powinna trafić” – jakby nawet przewodniczącej trudno było jednoznacznie dokończyć tę myśl na głos.
Wolny mandat, czyli wolna ręka
Przewodnicząca ma rację co do jednego: ustawa o samorządzie gminnym rzeczywiście nie przewiduje formalnej nagany ani odwołania radnego przez radę w trakcie kadencji – radny odpowiada politycznie przed wyborcami, nie przed kolegami z sali obrad. Tyle że petycja nie domagała się wyłącznie tego. Mieszkańcy prosili także o coś, czego żadna ustawa nie zabrania i co rady miejskie – także ta stargardzka – przyjmują regularnie przy zupełnie innych okazjach: o stanowisko lub apel, jasno komunikujący, że władze Stargardu nie utożsamiają się z aprobatą dla niszczenia symboli religijnych. Do tego nie potrzeba żadnego „mechanizmu odpowiedzialności” – potrzeba wyłącznie woli politycznej większości radnych. Tej akurat, gdy sprawa dotyczyła koleżanki z sali obrad, najwyraźniej zabrakło.
Sędzia we własnej sprawie
Jest jeszcze jeden fakt, którego podczas sesji nikt nie raczył głośno wypowiedzieć, a który rzuca zupełnie inne światło na całe „stanowisko” komisji: w składzie Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, która przez dwa miesiące pracowała nad petycją dotyczącą radnej Kirschenstein, zasiada… sama radna Kirschenstein.
Trudno o bardziej wymowny przykład sytuacji, w której – niezależnie od formalnej poprawności samego głosowania – nie sposób mówić o pełnym zaufaniu do bezstronności podjętego rozstrzygnięcia. Elementarna zasada, znana każdemu, kto miał choćby powierzchowną styczność z prawem, głosi, że nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie. W Stargardzie zasada ta – jak widać – bywa traktowana wybiórczo. Mieszkańcy, którzy zbierali podpisy pod petycją, mają pełne prawo zapytać, jaką rolę radna Kirschenstein odegrała w pracach komisji nad sprawą własnego postępowania i dlaczego nikt – ani ona sama, ani pozostali członkowie komisji, ani prowadząca obrady przewodnicząca – nie uznał, że powinna się z tych prac wyłączyć.
Co dalej?
Dla mieszkańców Stargardu, którzy przez miesiące upominali się o jasne słowo sprzeciwu wobec aprobaty dla niszczenia symboli religijnych, sesja 25 sierpnia była raczej lekcją poglądową: instytucje samorządowe potrafią znaleźć formalny argument, by nie zajmować stanowiska w niewygodnej sprawie – zwłaszcza gdy dotyczy ona kogoś zasiadającego w tej samej sali obrad. Przypominamy, że milczenie instytucji publicznych wobec jawnej aprobaty dla niszczenia symboli wiary samo w sobie jest formą przyzwolenia – a mieszkańcy Stargardu zasługują na odpowiedź poważniejszą niż przywołanie przepisu o wolnym mandacie.
