Słowa Sławomira Nitrasa z 2021 roku o „opiłowywaniu katolików z przywilejów” przez lata były przez część opinii publicznej traktowane jako publicystyczna prowokacja. Dziś coraz trudniej uznać je za retoryczną przesadę. Proponowane przez rząd Donalda Tuska zmiany w art. 196 Kodeksu karnego – penalizującym obrazę uczuć religijnych – wpisują się bowiem w spójny, konsekwentnie realizowany projekt ideologiczny: stopniowego demontażu prawnej ochrony chrześcijaństwa w Polsce.
Pretekst z Strasburga
Ministerstwo Sprawiedliwości Ministra Żurka zapowiedziało usunięcie kary pozbawienia wolności z art. 196 KK. Oficjalnym uzasadnieniem ma być konieczność wykonania wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Doroty Rabczewskiej (Dody) przeciwko Polsce z 2022 roku. To uzasadnienie nie wytrzymuje jednak elementarnej analizy.
W sprawie Dody sąd krajowy wymierzył symboliczną grzywnę – 5 tysięcy złotych. Kara pozbawienia wolności nie była ani orzeczona, ani nawet realnie rozważana. Trybunał w Strasburgu zakwestionował proporcjonalność ingerencji w wolność słowa celebrytki, nie nakazując Polsce likwidacji sankcji karnych za obrazę uczuć religijnych. Mimo to rząd wykorzystuje ten wyrok jako wygodny pretekst do trwałej zmiany systemowej.
To klasyczny mechanizm metody małych kroków: nie likwidować przepisu wprost, lecz stopniowo pozbawiać go realnej skuteczności. Zresztą Helsińska Fundacja Praw Człowieka – środowisko ideowo bliskie obecnej władzy – nie ukrywa, że jej celem jest całkowite usunięcie art. 196 z Kodeksu karnego. Dzisiejsze „opiłowanie” kary więzienia to zatem nie finał, lecz etap pośredni.
Prawo, które nie chroni
Zwolennicy zmian przekonują, że sankcja karna za obrazę uczuć religijnych jest „anachroniczna” i „niepotrzebna”. Problem w tym, że już dziś art. 196 jest jednym z najrzadziej skutecznie stosowanych przepisów Kodeksu karnego. Przykład sprawy Franciszka Vetulaniego – prawomocnie uznanego winnym cięzkie znieważenia św. Jana Pawła II – pokazuje, że nawet przy stwierdzonej winie sądy unikają realnych sankcji. Publikacja wyroku na stronie internetowej archidiecezji trudno uznać za dolegliwą karę.
W tym kontekście usunięcie kary pozbawienia wolności ma znaczenie nie tylko le praktyczne, co symboliczne. Państwo wysyła jednoznaczny sygnał: przestępstwa wymierzone w chrześcijan nie należą do katalogu czynów szczególnie szkodliwych społecznie. A to zawsze działa demoralizująco.
Zakłamane statystyki
Jeszcze bardziej niepokojący jest sposób, w jaki rząd podchodzi do samego zjawiska chrystianofobii. Według danych przekazanych przez Policję do raportu OBWE za 2024 rok w Polsce odnotowano… jedno przestępstwo z nienawiści wobec chrześcijan. Tymczasem organizacje pozarządowe, w tym Instytut Ordo Iuris, wskazują na co najmniej 79 takich przestępstw w tym samym okresie.
Różnica nie wynika z odmiennej metodologii, lecz z systemowego zaniżania kwalifikacji prawnych. Profanacje, dewastacje kościołów, zakłócanie nabożeństw czy znieważanie symboli religijnych są rutynowo sprowadzane do „zwykłego wandalizmu”. Motyw nienawiści antychrześcijańskiej znika z akt, a wraz z nim znika problem – przynajmniej na papierze.
Co więcej, Ministerstwo Sprawiedliwości zlikwidowało struktury monitorujące tego typu przestępstwa oraz system pomocy pokrzywdzonym, obejmujący ponad 300 ośrodków w całym kraju. W efekcie państwo samo pozbawia się narzędzi do diagnozy zjawiska, które rzekomo „nie istnieje”.
Społeczny mandat zignorowany
W 2022 roku ponad 380 tysięcy obywateli podpisało się pod projektem ustawy „w obronie chrześcijan”, przygotowanym m.in. przez środowiska Suwerennej Polski i Fidei Defensor. Projekt nie tylko porządkował art. 196 KK, ale realnie wzmacniał ochronę wiernych i miejsc kultu, upraszczając przepisy i zwiększając przewidywalność orzecznictwa.
Ten wyraźny sygnał społeczny został przez rząd Donalda Tuska całkowicie zignorowany. Zamiast debaty nad wzmocnieniem ochrony – mamy jej demontaż. Trudno o bardziej jaskrawy przykład rozdźwięku między wolą znacznej części społeczeństwa a kierunkiem polityki rządu.
Konflikt o fundamenty
Spór o art. 196 Kodeksu karnego nie jest techniczną debatą o sankcjach. To konflikt o fundamenty porządku konstytucyjnego: realną ochronę wolności sumienia i wyznania, zagwarantowaną większości obywateli. Usuwanie kolejnych elementów tej ochrony nie zwiększy wolności religijnej – zwiększy jedynie przyzwolenie na agresję kulturową wobec chrześcijan.
Jeśli państwo rezygnuje z obrony jednej z podstawowych wolności, nie robi się „bardziej neutralne”. Robi się stronnicze – tyle że po drugiej stronie sporu. A to zawsze kończy się erozją zaufania do prawa i instytucji. Właśnie dlatego „opiłowywanie” art. 196 powinno zostać zatrzymane, zanim stanie się precedensem nieodwracalnym.
Link do raportu Stowarzyszenia Fidei Defensor dotyczący przestępstw na tle wyznaniowym:
Raport-Fidei-Defensor.pdf
