7 listopada 2025 r. w Lublinie drewniana kapliczka, wiernie oddająca scenę biblijnej Ostatniej Wieczerzy, stała się ofiarą celowego podpalenia. To miejsce, symbolizujące eucharystyczną tajemnicę i jedność apostołów z Chrystusem, spłonęło niemal doszczętnie, pozostawiając po sobie jedynie zgliszcza. Szacunkowe straty przekraczają 70 tysięcy złotych, ale prawdziwa rana to zranienie duchowej przestrzeni.
Święte miejsce w historycznym kontekście
Sanktuarium Świętej Rodziny w Lublinie, położone przy ulicy Jana Pawła II, to nie tylko parafia – to żywy pomnik miłości do Boga i rodziny. Erygowane w 1984 roku, stało się ono miejscem szczególnej łaski, gdy w 1987 roku odwiedził je święty Jan Paweł II. Papież, podczas swej historycznej wizyty, odprawił tu Mszę Świętą i poświęcił dzwony, które po dziś dzień wzywają wiernych do modlitwy. Świątynia przechowuje relikwie samego Papieża Polaka – ornaty i kroplę jego krwi – oraz św. Ojca Pio, co czyni to miejsce punktem pielgrzymkowym dla wielu poszukujących duchowego ukojenia.
Kapliczka, zniszczona w tej napaści, była integralną częścią tego sakralnego krajobrazu. Wykonana z drewna, z rzeźbami ukazującymi Chrystusa i apostołów przy stole Pańskim, przypominała o centralnym misterium wiary katolickiej: ustanowieniu Eucharystii. Jej lokalizacja na terenie sanktuarium podkreślała harmonię między architekturą sakralną a otwartą przestrzenią publiczną – mostem między Kościołem a światem zewnętrznym.
Do tragicznego incydentu doszło w połowie października 2025 roku, w godzinach nocnych. Straż pożarna, wezwana natychmiast po zgłoszeniu, walczyła z ogniem, ale drewniana konstrukcja, nasączona łatwopalną cieczą, nie dała się uratować. Eksperci oszacowali zniszczenia na ponad 70 tysięcy złotych, uwzględniając nie tylko materiałowe koszty, ale i wartość artystyczną rzeźb. To nie był zwykły pożar – wstępne oględziny wskazywały na umyślne działanie, co uruchomiło machinę śledczą.

Sprawiedliwość w imię prawa i moralności
Policja z VII Komisariatu w Lublinie, wsparta przez ekspertów kryminalistycznych, podeszła do sprawy z determinacją godną pochwały. Już w pierwszych godzinach po ugaszeniu ognia, funkcjonariusze zabezpieczyli ślady: resztki benzyny, odciski i inne dowody wskazujące na celowy sabotaż. Jak podaje Komenda Miejskiej Policji w Lublinie, “pierwsze czynności na miejscu pozwoliły przypuszczać, że doszło do umyślnego podłożenia ognia. Zabezpieczyliśmy ślady i rozpoczęliśmy operacyjne działania, które przyniosły szybki efekt”.
Dzięki skoordynowanej pracy – od analizy laboratoryjnej po wywiadowcze tropy – już na początku listopada zatrzymano dwóch mężczyzn, mieszkańców Lublina, w wieku 44 i 54 lat. Starszy z nich, uznany za głównego inicjatora, został objęty ścisłym dozorem prokuratorskim, co ma zapewnić bezpieczeństwo dalszego postępowania. Obaj usłyszeli zarzuty zniszczenia mienia o znacznej wartości, co w polskim prawie karnym przewiduje karę do pięciu lat pozbawienia wolności. Komendant Piotr Mucha z komisariatu podkreślił: “Sprawcy polali rzeźby benzyną i podłożyli ogień – ich działania były skoordynowane i świadome skutków”.
Śledztwo, choć błyskawiczne, nie ujawniło jeszcze pełnych motywów. Czy był to akt bluźnierstwa, frustracji osobistej, czy może impuls chwili? Te pytania pozostają otwarte, ale sam fakt, że wandale wybrali symbol eucharystyczny, prowokuje do głębszej refleksji. W świecie, gdzie ataki na miejsca kultu nie są zjawiskiem nowym – od wandalizmu na cmentarzach po profanacje kościołów – ten incydent przypomina o potrzebie czujności i dialogu.
Zraniona wiara i nadzieja na odrodzenie
To zdarzenie wpisuje się w szerszy kontekst współczesnych wyzwań dla Kościoła. W Polsce, gdzie wiara katolicka jest historycznym elementem społecznym, akty wandalizmu na obiektach sakralnych budzą niepokój. Przypominają o potrzebie edukacji w duchu szacunku dla cudzej świętości, ale też o sile przebaczenia. Jak nauczał św. Jan Paweł II podczas wizyty w Lublinie: “Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi”. Dziś te słowa brzmią jak wezwanie do budowania mostów, a nie murów nienawiści.
